I ♥ 中国

No to już chyba czas aby pojawiła się nocia o Chinach.

Jak myślę sobie ile zdjęć mam do przejrzenia to odechciewa mi się wszystkiego, więc będę je przeglądać na bieżąco.





Lot samolotem do Chin trwa około 13h.

Na początek może "szybki" chronologiczny przegląd zdjęć z miejsc, w których byłam wraz z opisem.


Pałac Letni "Ogród Pielęgnowanej Harmonii"




Długi korytarz- drewniana galeria o długości 728, łącząca rorzucone po terenie budynki pałacowe.


"[...] Prawdopodobnie najbardziej zdumiewającą rzeczą, na którą cesarzowa wdowa Cixi wydała pieniądze przeznaczone na flotę jest dwupokładowy Marmurowy Statek, wybudowany na plaży przy brzegu jeziora." :)

Grobowce Dynastii Ming
13 grobowców + Święta Droga przy której stoi 36 olbrzymich, kamiennych strażników oraz kilkanaście par prawdziwych i mitycznych zwierząt.
Pilnują one największego grobowca cesarza Yongle. Idąc tą drogą widzi się po dwie pary tych zwierząt- jedna para stoi, druga odpoczywa. Ponoć zmieniają się one na warcie, w dzień jedne stoją a drugie odpoczywają a w nocy odwrotnie. Dlatego są po dwie pary każdego rodzaju zwierząt.







(A tu sobie przywłaszczyłam jednego smoka :P)

Wielki Mur Chiński
Tu chyba nie trzeba nic pisać :P







Miasteczko Olimpijskie


Ptasie gniazdo)


(budynek telewizyjny w kształcie pochodni)


(kostka wody- czyli olimpijski basen)

Tu pierwszy raz dwóch Chińczyków poprosiło mnie o zdjęcie z nimi. (byli straszni, starzy i brzydcy)

Plac Tiananmen nazywany największsym placem świata, zajmuje powierzchnię 40 ha w samym centrum Pekinu.
Przy placu stoi budynek noszący nazwę Mauzoleum Przewodniczącego Mao Zedonga gdzie sobie owy Mao leży sobie zabalsamowany.



Na północ od placu Tiananmen znajduje się Brama Niebiańskiego Spokoju ze słynnym portretem Przewodniczącego Mao.






Za Bramą Niebiańskiego Spokoju znajduje się Zakazane Miasto zwane tak ponieważ przez prawie 500 lat było niedostępne dla zwykłych ludzi.



Pępek świata,




Świątynia Echa (identyczna jak z Mulan gdzie mieszkały duchy przodków)



Świątynia Niebia





akurat pod Świątynią Niebia była ślubna sesja zdjęciowa.







A za Świątynią Nieba był długi korytarz w parku gdzie chińscy emeryci spędzali czas na różne sposoby:

grając na instrumentach










Tańcząc



Śpiewając



I mieli jedną wielką dyskotekę:





Hutongi tradycyjne alejki i domy z dziedzińcami.
Tam przejechaliśmy się rikszami po wąziutkich uliczkach. Znowu Chińczycy sie na nas dziwnie patrzyli :P














W Hutongach znowu robili zdjęcia młodej parze:














Terakotowa Armia Dynastii Qin






(tak wygląda sklepik gdzie produkują pamiątki)


(koniki bez ogonkow)


(wybraniec :P )

"Trzydzieści lat przed śmiercią cesarz Qin Shi Huang Di Zgromadził 700000 przymusowych robotników ze wszystkich stron cesarstwa i nakazał im budowę niezwykłego podziemnego pałacu-mauzoleum. Gdy władca zmarł, jego syn i następca pochował go wraz z bezdzietnymi konkubinami, a żywcem zamurowano w mauzoleum wszystkich, którzy wiedzieli o skarbach.

Nad grobowcem robotnicy usypali 50-metrowe gliniane wzgórze, na którym zasadzono cyprysy i drzewa sosnowe. Właśnie w pobliżu tego pagórka, dziś porośniętego drzewami owocowymi, chłopi kopali studnię i dokonali niezwykłego odkrycia. Z prowadzonych wykopalisk wynikało, że cesarz pragnął mieć w pobliżu armię, wprawdzie z gliny, ale naturalnej wielkości. Według wierzeń, Terakotowa Armia miała strzec cesarza i pomóc mu uzyskać władzę w życiu pozagrobowym."









(sobie odpoczywa jeden)


(ładnie do portretu sie ustawił)


(znalazł sobie koleżankę)




(że niby zakaz?)


I tu skończyła mi się pierwsza 4 gibowa karta.
Czas na drugą:

Pagoda Dzikiej Gęsi






Meczet



A przed wejściem do parku z meczetem był sobie bazarek, a na bazarku same pyszności:





Shaolin














(sobie znalazłam kolegę :D )

A za Shaolin- las pagód



I najnowsza pagoda z 2005 roku. Na niej jest samolot, samochód, komputer. Bo pagody to grobowce i do grobowcu wkłada się wszystkie dobra, żeby mieli co robić po śmierci.



Groty Longmen


(panoramki mi nie chciał ładnie złozyć program, to jest jaka jest :( )


(tup tup tup, pare kroczków i juz...)


(...siedze sobie na Lotosie i udaję Buddę)


(tu udaję dużego Buddę, który ma 18 metrów wysokości)







Mauzoleum Sun Jat-sena




(sobie skacze z chińczykiem, chciał zdjęcie to niech ma)


Ktoś sobie wymyślił, żeby postawić palce zamiast barierek :P




(przytulam się do jedwabników w fabryce jedwabiu)



(ten to ma sprzęt :rozmarzony: )

A tak sobie tańczą rano w parkach:











Potrafią nawet w piżamkach wychodzić do parku, sklepu. Mają piżamki wyjściowe i do spania :)

A do tego miasteczka przyjeżdżają dziewczynki z internatów i robią sobie zdjęcia w przebraniach i wysyłają jako pocztówki do rodziców.














No i powoli zbliża się koniec bo nadszedł czas na Szanghaj


(te kulki to Wieża telewizyjna- perła orientu, a tam gdzieś dalej to najwyższy budynek, zwany przez chińczyków otwieraczem :P )


(ja i perła orientu)


(ojojoj, nie ma podłogi, {w wieży telewizyjnej na szklanej podłodze})




( w muzeum Szanghaju próbuję wejść do Fotografa :( )


(och szaneel)


(joł, wbiłam sie chińczykom na zdjęcie!)


(żmijówki?)

A w centrum Szanghaju znalazłam sobie fontannę





A za naszym hotelem była sobie uliczka, a na uliczce różne jedzonko:






(żabcie)



(kaczuszki, pieczone i surowe, wraz z głowami)








( i uśmiechnięta pani)





Szanghaj nocą



I jedziemy na lotnisko superszybkim pociągiem, który nie ma kółek, tylko magnesy :)


(o 20.00 jeszcze miał 0 km/h)


(a trzy minuty później już 301 km/h)





I fryyyy, wracamy do domku.






No to teraz będzie ciekawiej- bo trochę o ludziach.


Patrząc na chiński mur i tą armię terakotową to Chińczycy mieli trochę na bani. Budowali sobie ogromne rzeczy nie wiadomo po co.


Żeby Chińczyk mógł płynnie czytać powinien znać 6000 swoich liter,
inaczej będzie uznawany za analfabetę.
No ale co to jest 6 tysięcy podstawowych znaków kiedy chiński język liczy ich aż 50 000 i cały czas ich liczba się zwiększa.
My mieliśmy w podstawówce czytankę "Ala ma kota" a mały chińczyk musi się nauczyć czytanki o ryżu która jest troszeczkę dłuższa. Zajmuje tylko całą ścianę:





(sobie przechodzą małe dziewczynki przez ulicę)



(plac zabaw- siłownia)

Ale za to kiedy temperatura przekroczy 37 stopni mały chińczyk i jego rodzice nie idą do szkoły i pracy. Mają 2-3 miesięcy wakacji i 1-2 miesięcy ferii zimowych ze względu na pogodę ( bo temperatura spada do -10).



Chinki dążą do białej cery, nie opalają się w ogóle. Po ulicy chodzą w długich spodniach i rękawiczkach i do tego parasolka.
Ja z moją niezbyt opalającą się skórą byłam beautiful.

Oj Chińczycy są bardzo religijni, potrafią być buddystami, judaistami i chrześcijanami na raz, im to nie przeszkadza. Choć i tak teraz mało jest osób wierzących.
Z tą wiarą była związana tradycja- kiedy rodzice obchodzili swoje 59 urodziny,
dzieci kupowały im trumnę i białe ubranko do trumny. Rodzice stawiali tą trumnę w najlepszym miejscu w domu aby chwalić się nią kiedy przyjdą goście.
Tak samo w te białe ubranka ubierali się na większe uroczystości rodzinne. (więc już prezent na 59 urodziny dla rodziców mam załatwiony:P). Kiedy już ktoś umarł to rodzina szukała najlepszego miejsca na polu które będzie zgodne z jing i jang i z feng shui i tam stawiali pomnik.
Dlatego teraz jadąc autostradą widzi się porozrzucane na polach groby.
Dzisiaj niestety już tak nie robią. Palą tylko zwłoki i albo trzymają w domu w urnie albo rozsypują na polu, żeby mieć lepsze zbiory.

Chińczycy bardzo fajnie poruszają się po drogach. Przepisy u nich nie obowiązują. Mają po trzy pasy drogi i jeżdżą sobie po 40 km/h. Ludzie przechodzą gdziekolwiek, taki slalom miedzy samochodami. Ale wypadków nie ma, bo jeżdżą wolno i ostrożnie, nie patrząc na światła i znaki.






Większość Chińczyków jeździ rowerami albo elektrycznymi motorkami. Bo zakup samochodu wiąże się z kosztami jego rejestracji co potrafi kosztować tyle ile sam samochód.
A nawet jeśli już zakupią taki samochód to podobno jest takie prawo w Pekinie, że w poniedziałki nie mogą jeździć samochody których rejestracja kończy się na 1 i 6 , we wtorki na 2 i 7, i tak dalej.
Dlatego wybierają dwukołowce. I co jest ciekawe na takim jednym motorku potrafi zmieścić się cała rodzinka plus zakupy:)

Wieczorami wychodzą do parków i uczą się choreografii z wachlarzami,
tańczą walce, graja w zośkę, graja na różnych instrumentach, ćwiczą tai czi.
Tak samo rano przed pracą w parkach jest tłum ludzi, którzy ćwiczą do muzyki.
Zamiast siedzieć przed telewizorem, komputerem, wychodzą na podwórko i tam na trawce graja w karty.

Któregoś dnia chcieliśmy zobaczyć jak wygląda życie nocne młodych Chińczyków- szukaliśmy więc dyskoteki. Wskazano nam piętro w naszym hotelu gdzie było napisane KTV.
Weszliśmy do środka a tam korytarz z pokojami. Każdy pokój w innym wystroju. Wchodzisz i sam sobie organizujesz dyskotekę na wielkiej sofie z wielkim telewizorem i stoliczkiem. :)


Oczywiście jako iż byłam białą, piękną, długonosą, młodą, dziewczyną (a tu mi jedzie czołg) Chińczycy pragnęli robić sobie ze mną zdjęcia. A ci co nie chcieli zdjęć perfidnie się na mnie gapili.


Na koniec takie zdjęcia co mi nigdzie nie podpasowały a są fajne:


(ładna, chińska ważka)


(kwiat lotosu)


(i drugi kwiat lotosu)

(nierozkwitnięty lotosik)


Parę podróbek:


(dziwna Puma)


(SUMSANG)


(chińska brzoskwiniowa fanta)


(algida i kola)


(a to jest torba na zakupy)


(i to są prawdziwe Chiny, pluszowa kupa ♥ i duuużo inych fajnych rzeczy)


(ojojoj, Pani spadła :( )



Pewnie jeszcze gdzieś mi się pochowały fajne zdjęcia, i nie napisałam o wszystkim o czym bym chciała napisać. Na razie to jest już koniec najdłuższej noci ever.
(najwyżej będzie więcej noci z Chin)






P.S. No i bym zapomniała, mialam wspomnieć o kimś w tej notce :) hhmmm
To pozdro dla Mojego Chłopca! :*


THE END
Paulucha. Obsługiwane przez usługę Blogger.